11.12.22

Panie, czemu się godzisz...

Panie, czemu się godzisz
bym cię nie umiał miłować,
bym miłość zastąpił burzą?
Broń mnie od zauroczeń.

Panie, stworzyłeś wody
i prądy i wiry przemocne,
a wolę mi dałeś zbyt kruchą.
Broń mnie od zauroczeń.

Kamieniem wygładzonym
twe morze na piasek wyrzuci...
Nada kształt doskonały.
Panie, daj wrócić.

2003

Cypr

Wyspa zielono-ruda,
rude prężą się koty,
rudymi skrzydełkami
wśród skał trzepocą ptaki.

Krwawo hibiskus kwitnie.
Morze, niebo błękitne
łączy się z piany bielą,
Afrodyty kąpielą...

A ja wciąż szukam Itaki.

2003

Do...

Rody Wasze spopielone w milczeniu.
Żadne wnuki o Was nie napiszą.
Nim znikniecie w zapomnienia cieniu
krzyczę o Was - niech wszyscy usłyszą.

Niechaj wspomną Bełze, Hrubieszowy,
Kazimierze, Izbice, Kurowy...
Niechaj pomną, że nić życia przerwana
leży w ręku Jahwe. Boga. Pana.

2001

4.12.22

Kłaniam się Waszym cieniom...

Kłaniam się Waszym cieniom,
Dohnowie, Dõhnhoffowie.
Wiem, jak boli tęsknota
do sedna wszystkich spraw.

Czy to mazurskie piaski,
czy to poleskie błota.
Czy dla mnie - łąki nad Bugiem,
Czy fałdy moren - dla Was.

każdy z nas ma swój świat.
Świat - miarą i azymutem.
Na jego obrzeżach: Berlin,
Królewiec, Warszawa, Lwów.

Świat, który mknie jak kometa
przez otchłań zwaną czas.
Sprawmy by znalazł schronienie
jedyne pewne: w nas.

2001

Nie odlatujcie bociany...

Nie odlatujcie, bociany!
Dni są takie pogodne.
Nie odlatujcie, bociany.
Gniazda macie wygodne...

Żaby rechocą w stawie,
Bug żyźnie rozlał na łąki.
Nie odlatujcie, bociany!
Pożegnania... rozłąki...

Nie odlatujcie, bociany.
Gdy zimne wiatry zawieją
przyjmie was Nil rozgrzany
wraz z powrotu nadzieją.

2001

Od Bugu polem wieje wiatr...

Od Bugu polem wieje wiatr.
Za Bugiem Wołyń, Ukraina.
Wiatr czubki drzew potężnych zgina.

...strażnicze wieże... zaorany pas...

Gdzie ścieżki, przejścia, brody?
Czemu nie łączą Bugu wody?

Swobodny tylko wieje wiatr,
Przenosi myśli, pamięć złudną,
Przyszłość nieznaną - pamięć trudną.

2000

Wybuchła urodzajem ziemia nadbużańska...

Wybuchła urodzajem ziemia nadbużańska,
kolistym słońcem pamięć oświecona,
obecnością przodków wiatr nabrzmiał nad łąką...

Hospody pomyłuj

Panie, wieki wzrastał wspólny dom,
w Twoją wolę, jak w bogaty haft, zdobny.
On nie umarł, Panie - jeno śpi...

Hospody pomyłuj

Przystanęłam, o Panie, na drodze,
ja, tutejsza, ja - swoja wśród swoich.
Mowy rytm mię do sedna prowadzi.

Hospody pomyłuj

Carskie wrota mię przyjęły,
smukłe świece przygarnęły,
śpiew cerkiewny sercem włada!

Hospody pomyłuj

2000

Mówili: On sztywny w ikonie...

Mówili: On sztywny w ikonie.
Za carskimi wrotami zakryty,
Bizantyjski, oddalony, niedostępny.

A On bliski - z uwagą spogląda.

Mówili: On daleki, wysoki.
Złota ciężar Go od ludzi grodzi.
Oczy jego ostre przenikliwe.

A On czeka - miłości spragniony.

1998

Nocne rozmowy z Panem

Jeszcze nie jestem gotowa,
niczego nie dokonałam,
nie rozwinęłam talentów,
za mało innym dałam.

Panie, co rządzisz czasem,
nie skąp mi czasu krztyny,
bym mogła wiarą, miłością,
wyrównać wszystkie winy.

Daj też nacieszyć się jeszcze
pięknem Twojego świata!
Nieśmiałą zielenią wiosny,
bujnym rozkwitem lata.

Daj pocierpieć, ponosić
krzyż, który do Ciebie zbliża,
radować się z Twej bliskości
pod ciężkim brzemieniem krzyża.

Nie miej mi za złe Panie,
że lęka mnie niezbadane,
że sercem lgnę do życia,
bo swojskie, bliskie i znane.

Lękam się przejścia, chwili
samotnej, w bólu i męce.
Kto się nade mną pochyli?
Czyje mnie przyjmą ręce?

Rozmawiam z Tobą Panie
w nocnej, bezsennej godzinie,
z nadzieją, że w chwili owej
Twa pomoc na mnie spłynie.

1998


Prośba

Proszę o dary liczne:
cierpliwości
rozumienia,
uśmiechu, ktory rozjaśnia duszę,
radowania się
małym,
biednym,
ułomnym.

Oporu wobec bogactw natarczywych,
wobec blichtrów wszelakich.

Zgody na przyjęcie wszystkiego
co płynie od Ciebie.

Pokory wobec ludzi i wobec Ciebie, Panie.

1998

3.12.22

Dlaczego tak jest...

Dlaczego tak jest...
Zachwyt, zauroczenie,
pragnienie by wtopić się, wtulić,
pozostać...

By cieszyć się, że piękno, że inność, że lepiej...

A potem:
Powrót, Żal, złość
i czułość wobec ułomności,
brzydoty, szarości -
tego, co częścią mnie.

Panie, użycz daru zrozumienia!

1998

Były chaty bielone...

Były chaty bielone,
były dalie czerwone,
malwy i georginie...

Koszule wyszywane
dumki rzewnie śpiewane,
sny o Ukrainie...

Ludzie mojego dzieciństwa,
ludzie nadbużańscy,
w sto miejsc nas los rozrzucił,
bezdomniśmy, bezpańscy...
W obcych stronach, w obcych domach,
rozproszeni, zagubieni.

Zlitował się Chrystus,
złagodził tęsknotę.
Carskie wrota zdobią
malowidła złote.

Z ikon aniołowie
na lud spoglądają.
Niebiescy posłowie
skrzydłem osłaniają.

Pną się ku niebu modlitwy,
śpiewy, łzy, myśli i czyny.

Wyszyjcie z nich, Święci Boży,
ręcznik łask dla Ukrainy.

1998

Zbudowałam chatę słoneczną...

Zbudowałam chatę słoneczną
zatopioną w rozkwitłej przestrzeni,
otuliłam ją myślą serdeczną,
liśćmi brzóz, splotem dębu korzeni.

Panie, dzięki za chwile radości
i za słońce co rozjaśnia ściany.
Daj, by szczęście w nich mogło zagościć,
niech ich strzeże ręcznik wyszywany.

Spraw, o Panie, aby myśli czyste
dom objęły opieki obręczą.
Niechaj ręcznik wyszywany, Chryste,
czuwa nad nim swoich wzorów tęczą.

1998

W tanich bogactw zalewie...

W tanich bogactw zalewie,
gdy blichtr mię zauroczy,
w kaplicy w Węgorzewie
czuwają Twoje oczy.

Śledzą mie oczy Twoje
prześwięte, rozumne, czyste...
gdy szukam, gdy się boję
bądź mi ostoją, Chryste!

Krętymi idę drogami
i nocą błądzę ciemną,
lecz za carskimi wrotami
Chrystus czuwa nade mną.

Niczego się już nie boję
wiem: Chrystus mi pomoże!
Z pokorą przed Nim stoję.
Za łaski dziękuję, Boże!

1998

30.11.22

Miriam czarnowłosa...

Miriam czarnowłosa
kim byś była
gdybyś dzisiaj w Izraelu żyła?

Czy wśród piasku pustynnego żaru
z bronią w ręku strzegłabyś granicy,
aby mogli młodzi osadnicy
plony zbierać wśród suszy i skwaru?

A wieczorem po pracy skończonej,
wsłuchiwałabyś się w Jahwe głos,
aby spełnił się twój - Mario - los,
los na Matkę Boga przeznaczonej.

Kim byś była gdybyś u na żyła?
Czy z Żydówki piętnem byś chodziła?
Czy Syn Twój, z gwiazdą Dawidową,
drwin by słuchał z pochylona głową?

Po co żyjesz tu, żydowskie śmiecie?
Trzeba było zostać w Nazarecie!
My tu mamy Maryję blondynkę,
słodką, swojską, słowiańską dziewczynkę

My do Jej się szaty przytulimy,
a Żydówek sobie nie życzymy.

My tu wiemy jak ma być. Dokładnie.
Żeby było i swojsko i ładnie.
Łąki kwitną i szemrzą ruczaje...
Niepotrzebne są nam obce kraje.
Niepotrzebne i gwoździe i ciernie.

My żyjemy pobożnie i wiernie.
Dobry człowiek innością się brzydzi.
Maria, Chrystus? Toż to byli Żydzi!

1998


Rajcowały w Nazaret kobiety przy studni...

Rajcowały w Nazaret kobiety przy studni:
Patrzcie , Miriam, ta Anny córunia,
niby świętą odgrywa w świątyni,
a brzuch rośnie...
A wiadomo czyje
dziecko, które - samotna - urodzi?

Miriam, Mario - z potomków Dawida -
na kolanach w świątyni prosiłaś:

Jahwe, oddal ode mnie złość ludzi,
daj mi siły, żeby znosić plotki.
Jahwe - wielki i mocny - wybrałeś
mnie, niegodną.
Dlaczego? Dlaczego?
Jahwe - taka była twoja wola.
Chylę czoło i - z bólem - przyjmuję.

Dawidowy ród jest solidarny.
Natchnął Jahwe Józefa, stolarza:
Zaopiekuj się młodą kuzynką.
Jeśli sama zostanie na świecie,
to zabiją ją ludzkie języki
kiedy rodzić będzie mego Syna.

Miriam zdała się na Jahwe wolę.
Dojrzewała - jak jabłko granatu,
Jak figowca soczyste owoce,
Jak daktyle, na palmie wysoko.

Urodziła - wychowała- oddała
Tobie, Jahwe, Syna Człowieczego.
Wycierpiała się tam, w swoim kraju,
wypłakała się wraz ze swoimi,
potomkami Dawida, rodziną.

Cóżeś winna, że świat wciąż opluwa
ziomków Twoich, krew z krwi, ciało z ciała...
Miriam, dziewczę z żydowskiej mieściny,
Mario, Matko braci Twego Syna!

1998


Plotki

Kumy drogie, czy wy wiecie,
że tam u nich, w Nazarecie,
tam, w tej zagubionej mieścinie
(palestyńskim Kłaju, czy też Garwolinie)
Anioł Boży miał ukazać się dziewczynie?!

Bzdury kumo! Przede wszystkim sprawdzić trzeba
wiarygodność tego wysłannika Nieba.
Zawiadomić trzeba by Faryzeuszy,
niechaj Rada przy Świątyni głową ruszy,
a następnie wziąć na spytki Miriam małą,
czy się aby jej nie przywidziało!

Toć wiadomo, znają Miriam jej sąsiedzi.
Nastolatka - a w Świątyni ciągle siedzi!
Darmo garną do niej się kawalerowie!
Chyba ma nie po kolei w głowie!

A ta Anna, jej mamusia, w zeszły piątek
wysprzątała przed szabasem każdy kątek,
a czy sprawdził już kto kiedy, czy w soboty
nie zabiera się - wbrew Prawu - do roboty?

My to co innego. Prawo z nami.
Jahwe trzyma z porządnymi kobietami.

1998

Elegia na Górę Kalwarię

Nie powstanie z morza Atlantyda,
Nie powróci prawdziwe i bujne,
A modlitwy, choć w szabas szeptane,
Sypać będą się jak popiół z ksiąg.

Nie ma tamtej Góry, dawnej Góry,
Pozostała codzienna i znojna.
Bez mądrości cadyka, bez płomieni świec...
Nie ożyje martwa Atlantyda.

Sercem wczuwam się w świat, który zginął...
Uliczkami chdzę, podwórkami...

Miriam! Mario! Żydowska dziewczyno!
Módl się za Nimi! Módl sie za nami!

1997

27.11.22

Do ...

Co się z Wami stało?
- Jacku wierny aż do zatracenia,
- Janku o promiennym uśmiechu,
- Brunonie, zapobiegliwy jak Marta,
- Stanisławie, boży gospodarzu,
- Stefanie rozśpiewany, wesoły.

Czy nie zatraciliście się na giełdzie zasług,
wtórnym rynku łask,
monopolu na Chrystusa?

Jakże mam się więc odnaleźć w świecie?

1997

Jaka ty byłaś...

Jaka ty byłaś, ma ziemio
Kiedy dobrzyńskie piaski
Porzucił – idąc ku tobie
mój przodek dawny – Świeżawski?

Czy byłaś mu matką życzliwą?
Dawałaś mu żywot spokojny?
A on – czy z odwagą prawdziwą
Bronił Cię czasu wojny?

Gdy ślub brał w bełskim kościele,
Gdy żył wśród Rusinów – braci,
Czy myślał, że za lat wiele
Braterstwo w krwi się zatraci?

Po wiekach ja – moja ziemio
wlałam w uczucia do Ciebie
zachwyt i wierność w miłości
do łąk, do chmur na niebie.

Z tęsknotą moją współbrzmiewa
Piosenka sercu miła,
W pamięci tęsknie śpiewa
„U susida chata biła”.

W warstwy historii się zlewa
Język – w jedności dwojaki
My – liście jednego drzewa,
Jednego gniazda ptaki

Czy przeczuł mój przodek daleki,
Gdy od Wisły nad Bug wędrował,
Że zginie to, co przez wieki
Na ziemi tej współbudował?

Że spłynie krwią i boleścią
Historii ścieżka zawiła?
Spłyń ziemio ma, znowu pieśnią
„U susida żinka myła”.

1995


Motto

Mówi się, że w życiu należy
- urodzić syna
- posadzić drzewo
- wybudować dom.

Polsce, ukochanej, mimo wszystko, w której
- synowie giną
- drzewa wycina wróg
- domy zabierają obcy ludzie.

1993

Coś się złamało we mnie...

Coś się złamało we mnie,
nie umiem
bywać w kościele.
Zatykam uszy
kiedy ksiądz w tłumie
mówi słów wiele.

Kiedy odrzuca wrogą lewicę
by nie rządziła.
Kiedy popiera dobrą prawicę
by zwyciężyła.
Kiedy potępia matki grzeszące
nienarodzonych...
A Chrystus przecież kochał błądzące
i zagubionych!

Nie umiem chodzić już do kościoła
w niedzielne ranki.
W domu się modlę, na ogród patrzę
zza fałd firanki.
Dziękuję Bogu za drzewa, kwiaty.
Dziękuję Bogu za pszczoły. ptaki.
Dziękuję Bogu za słońce, deszcze.

I proszę Ojca, żeby poczekał
i nie potępiał mnie jeszcze.

1994

26.11.22

Dziękuję Ci, Boże

Boże, za życia przeżyte
nie tam, gdzie serce czuje
za lata pełne tęsknoty
Mimo wszystko, dziękuję.

Za oczy, które widzą
jak latem faluje zboże,
za uszy, które słyszą
szum Bugu...

Dzięki Ci, Boże

Za stare dwie jabłonki,
które na polu stoją;
za przestrzenie dzieciństwa,
za wierną ziemię moją.

Zanim mnie, Panie, zabierzesz
tam, skąd mnie tu zesłałeś
pragnę Ci podziękować
za wszystko, co mi dałeś.

1992

Słowa, słowa...

Słowa, słowa gołębioskrzydłe,
Rozszumiałe, drżące, wiosenne.
czy zdołacie wyrazić usta?
Czy zdołacie wyrazić źrenice?

Słowa, słowa rozśpiewane, taneczne.
Brzóz listkami, pędem wiatru, czernią chmury.
Cóż mi po was, cóż mi po was, gdy na drodze
ptasie pióra w tęczowych kałużach.

Cóż mi po was, kiedy ręce drżące
darmo pragną schwytać przemijanie,
słowa puste, złowróżbne, wrogie,
słowa biedne, niezdarne, kłamliwe.

1986

Owiło mię niebo...

Owiło mię niebo aż do nieboskłonu,
oszumiały mi się wiatry deszczową ulewą,
ozieleniły liście, okwieciły kwiaty,
jak wykrzyknik raniło samotne, ciemne drzewo.

Dlaczego do mnie wracasz niespokojnymi słowy,
wdzierasz się w sen zimowy, zastygły przed laty?
Przy mokrej czerni drogi, przez uśmiechy wiosek
przypominasz, że tęcza, że chmury, że kwiaty.

1986

Więc Polska...

Więc Polska ... zielenią pól,
piachem mazurskich traktów,
fałdzistością moren,
bielą dalekich chmur.

Jak za dziadów, których
„kości bielejące”,
Jak za matek, których
„łzy gorące”.

Więc „ojców grób”
Więc „w łeb lub w serce”
Lecz najpierw
„serca, myśli, czyny”.

Więc Polska… miłość i ból
Polska – pomimo paktów
Od pokoleń – dla pokoleń
i od morza do gór.

1980

Wiatr rozawichrzył włosy...

Wiatr rozwichrzył włosy
Poobrywał liście
Strącił krople rosy...
No tak, oczywiście...

Jest mi bardzo jesiennie,
trochę rzewnie, troszeczkę
pisze i potajemnie
składam me rymy w teczkę.

Tęsknię trochę do Niego,
melancholia i jesień...
Patrzę jak wiatr na klombach
liście układa w deseń.

Trzeba będzie pomyśleć
o zimowych wieczorach,
o strucli, o choince...
Szara, jesienna poro!

Ach, gdyby można znowu
"Jak to drzewiej bywało"
rozleniwić się nieco, ułożyć się pomału
i mrucząc, mrużąc ślepia
jak Kubusie Puchatki,
przedrzemać całą zimę
w zaciszu własnej chatki.

1961


25.11.22

Na małych grządkach...

Na małych grządkach własne hodować truskawki,
białe malwy na cienkich umacniać patykach,
konewką wodę nosić z nagrzanej sadzawki,
troszczyć się o dom - myśleć o grabiach, motykach.

I czy króliki zjadły już kiść liści młodych,
które dostały rano. Czy kury dziś zniosły?
Czy kwitnie już lwia paszcza? Czy ma dosyć wody?
Czy buraczki po deszczu wczorajszym urosły?

Za kilka dni porzeczki w barwy się ubiorą,
żółte, czerwone. Dobrze, że urodzaj spory!
Trzeba by konfitury robić. Dzieci zbiorą
porzeczki do koszyków w lipcowe wieczory.

A potem trzeba będzie różom płatki ścinać,
różany deszcz uwięzić w misach polewanych.
Niedojrzałe orzechy na pół poprzecinać
i na likier nastawić na balkonie dzbany.

1955

Do Matki

Kiedy znów w Polsce wiosnę zobaczymy,
wtedy, Mamusiu, nowa będzie wiosna.
Złotem kaczeńców, fiołkami radosna.
Ta, której chcemy i w sercu nosimy.

Dzwony zadzwonią tam na Zmartwychwstanie
i ksiądz świąteczne pokropi kołacze.
Radosnym echem Ojczyzny wołanie
uderzy w serca i dusze tułacze.

Z chaosu wspomnień tych lat, co za nami,
na złotą nitkę nawleczemy razem.
Te, co radości darzą promieniami,
co szczęścia, słońca i wiosny obrazem.

A te, co bolą, niechaj pozostaną
w najgłębszym serca naszego zakątku.
W Polsce, Mamusiu, w Wielkanocne rano,
znajdziemy życie w jego nowym wątku.


1955

24.11.22

Tyciutki skrawek ziemi...


Tyciutki skrawek ziemi,
że ledwie widać z rana,
gdy budzi się w nim malwa
po nocy ciepłej, letniej.

Ogródek mój maleńki
słońcem śliwa skąpana,
porzeczki dojrzewają,
rząd róż się ścieli kwietny.

Tyciutki skrawek ziemi
lecz dosyć, by o wschodzie
słońce muskało z lekka
groszków pachnące kiście.

Ogródek mój maleńki
szepce mi o ogrodzie,
w którym też stały śliwy
i groszków drżały liście.

1955