Coś się złamało we mnie,
nie umiem
bywać w kościele.
Zatykam uszy
kiedy ksiądz w tłumie
mówi słów wiele.
Kiedy odrzuca wrogą lewicę
by nie rządziła.
Kiedy popiera dobrą prawicę
by zwyciężyła.
Kiedy potępia matki grzeszące
nienarodzonych...
A Chrystus przecież kochał błądzące
i zagubionych!
Nie umiem chodzić już do kościoła
w niedzielne ranki.
W domu się modlę, na ogród patrzę
zza fałd firanki.
Dziękuję Bogu za drzewa, kwiaty.
Dziękuję Bogu za pszczoły. ptaki.
Dziękuję Bogu za słońce, deszcze.
I proszę Ojca, żeby poczekał
i nie potępiał mnie jeszcze.
1994 | 
 |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz