W jasny śmiech lata Ciebie ubiorę,
w jesienny szept złocisty,
i nazwę Ciebie w wiosenną porę
mianem swoistym i bliskim.
Latem mi będziesz tą chichą rzeką,
co płynie pasmem szczodrym,
jesienią - wichrem, a zimą - mrozem,
wiosną - tym niebem modrym.
Rankiem mi będziesz tą świeżą rosą,
co się na kwiatach kładzie,
w południe - ostrą, brzęczącą kosą
lub cieniem gruszy w sadzie.
A gdy wieczorem w myśl moją wkroczysz,
będziesz mi ową ciszą,
co nieruchoma zamyka oczy,
którą nie wszyscy słyszą.
Będziesz oparem, który błękitnie
spływa po ścianach boru,
maciejką, która w ukryciu kwitnie
lub białą brzozy korą.
1952 | 
 |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz