Niebo szare otuliło góry.
Nad kościołem polatują wrony.
Przed hotelem drzemie dziad znużony.
Od zachodu wiatr przygania chmury.
Ludzie szarzy, znużeńsi od dziada.
Przesuwają się,istne widziadła.
Oczy martwe. Skóra ich zapadła.
Idą. Śpieszą. Na głowy deszcz pada.
Idę. Sama. Nagle widzę chrapy
I sierść mokrą, drżącą z mgły i mrozu.
Wiernym wzrokiem pilnujące wozu
dobre oczy dorożkarskiej szkapy.
1949 |  |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz